ePrix, czyli technologiczny festiwal dla każdego

„Elektryczna seria wyścigów” – to zdecydowanie zbyt wąska definicja ABB FIA Formula E.

Idea jest prosta – elektryczne bolidy ścigają się na ulicach miast na pięciu kontynentach, demonstrując przy okazji, że nie trzeba spalać paliwa ani generować nadmiernego hałasu, aby błyskawicznie przemieścić się z punktu A do punktu B. Są emocje, jest też społeczny przekaz. Z perspektywy zespołów sam wyścig to tylko jeden z etapów długich przygotowań, analiz i prac badawczo-rozwojowych. A z punktu widzenia kibica wyścig to punkt kulminacyjny dwudniowego wydarzenia, który jest pewnym połączeniem festiwalu technologicznego z piknikiem naukowym.

Elektryczna seria ma być w zamyśle jej twórców przede wszystkich dostępna. Badania nad rozwojem technologii elektromobilności z jednej strony, ich promocja i edukowanie obecnych i potencjalnych użytkowników z drugiej – bez wspomnianej dostępności nie byłoby to możliwe. Ten inkluzywny wymiar to jeden z filarów, na których opiera się ABB FIA Formula E: od specjalnych udogodnień dla osób niepełnosprawnych, stref dla dzieci i interaktywnych ekspozycji w „e-wiosce” przy torze wyścigowym, przez kierowców na wyciągnięcie ręki (dosłownie), rozbujane pod kątem fanów media społecznościowe, aż po bardzo przystępną i spójną komunikację, stawiającą na pierwszym miejscu sportowe emocje, ale i człowieka, który niekoniecznie musi być kibicem.

Posmakowanie Formuły E nie wiąże się z większym kosztem niż udział w piłkarskiej imprezie. Cena wejściówki na „practice day” w Berlinie, czyli wydarzenia na dzień przed właściwym wyścigiem, obejmującym m.in. jazdy testowe i kwalifikacje, wyniosła 15 euro. Co istotne, nie kupujemy tylko miejsca na trybunach, jak w przypadku piłki nożnej. W cenie biletu jest wstęp do wspomnianej „e-wioski” (Allianz E-Village) i na sąsiedni festiwal Greentech. To całodzienna impreza z technologią i sportem w tle. Innymi słowy – sam wyścig to tylko wisienka na dużym, piętrowym torcie. Możemy zacząć jeść ten tort od dołu i nawet gdy nie dojdziemy do samej góry, poczujemy się syci.

ePrix w Berlinie odbył się na ternie nieczynnego lotniska Tempelhof, który obecnie pełni rolę parku miejskiego. Zaraz za bramkami wejściowymi, w starym budynku terminala, stanęły bolidy Gen2. Można było wsiąść, zrobić sobie zdjęcie, poznać możliwości techniczne. Na ścianie, tam gdzie kiedyś wyświetlały się szczegóły lotów, zawieszono ambitny rozkład dnia: wystawy, koncerty, pokazy, turnieje, jazdy testowe, kwalifikacje. Szczegóły, łącznie z prezentacją zespołów, dostajemy w zgrabnej, bardzo ładnej książeczce. Dowiadujemy się co to jest „fanboost”, kto jeździ w jakim zespole, a przede wszystkim co gdzie jest (i czym jest): „stage zone”, „drive zone”, „recharge zone”, „inspire zone”, „explorer zone”, „taste zone”, „kids zone” – liczba zon w połączeniu z agendą sugeruje, że zarezerwowaliśmy sobie zdecydowanie za mało czasu. Niby przyszliśmy obejrzeć najszybsze pojazdy elektryczne na świecie, a w przerwie między startami coś zjeść, ale plany już na początku trzeba nieco zrewidować.

Allianz E-Village to imponujące przedsięwzięcie. Sponsorzy ABB Formula E i firmy zaangażowane w wyścigi prezentują swoje technologie w sposób, którego nie powstydziłoby się Centrum Nauki Kopernik. Każde stoisko (do niektórych z nich ustawiają się kolejki) to nietuzinkowe opowiadanie historii. Wchodzimy do środka jednego z futurystycznych pawilonów, wita nas hologram – to kierowca jednego z zespołów, który opowiada czym dla niego jest technologia przyszłości. Dalej film 3D i interaktywna gra, w której liczy się przede wszystkim strategia oszczędzania energii. Można wejść do niewielkiego pomieszczania i na własnej skórze poczuć opór powietrza, na jaki narażony jest kierowca bolidu, a następnie spróbować sił w realistycznym symulatorze jazdy mając na oczach okulary VR. Gdzieś w tle tej sympatycznej rozrywki przewijają się komunikaty, które zapadają w pamięć: o elektromobilności, wydajnym transporcie, miastach uwolnionych od spalin i hałasu…

Nikt nie traktuje nikogo jak intruza, można o wszystko zapytać, kierowcy mają wprawdzie wyznaczone godziny na spotkania z fanami, ale podczas tych spotkań nie ma problemu, żeby porozmawiać i wziąć autograf. Formuła E wręcz wychodzi do fanów (i nieco bardziej przypadkowych gości), podając im rękę i zaciągając do zabawy. Imponująca jest liczba rodzin z dziećmi, dla których sam wyścig nie musi być priorytetem. Dzieci sprawdzają m.in. ile energii wygenerujemy huśtając się, a ile jadąc na rowerze? Czy robot jest w stanie zrobić sobie z nami selfie? Jak będzie wyglądać bolid, jeśli pomalujemy go w biało-czarne paski?

Jeśli na ePrix przyszedłeś z czystej ciekawości, na pewno dowiesz się więcej niż oczekiwałeś. Na stoiskach dominuje technologia przyszłości, ale jest też trochę historii, szczególnie wyścigów organizowanych przez FIA. W zaaranżowanym na okazję ePrix otwartym mini-amfiteatrze odbywają się tematyczne pogawędki i konferencje. Najwięcej ciekawskich przyciągnęła ta o rosnącej roli kobiet w sportach motorowych (inicjatywa „Dare to be Different”). Na drugim planie koncerty na żywo i turnieje. Zespół dziennikarzy śledzi z kamerą to co dzieje się na torze i pit stopach, co chwila pojawiają się wywiady z technikami i kierowcami, „jesteśmy wszędzie tam gdzie coś się dzieje”. Wszystko jest transmitowane na dużych telebimach – można oglądać w pozycji półleżącej na specjalnych, „brandingowych” pufach, popijając darmową lemoniadę z automatu zasilanego zieloną energią.

Na sąsiedniej imprezie, o nazwie Greentech festival, m.in. latające taksówki, elektryczne jednoślady, pociąg przyszłości, wirtualny las, mleczarnia zasilana energią słoneczną i dyskusje o zielonych technologiach na wysokim szczeblu. I bardzo celne hasło przewodnie: „Celebrate change”…

– A wiesz, że za dwa lata będziesz mógł zamówić latającą taksówkę? I tą taksówką będę leciała z domu do szkoły. A wiesz ile będzie potrzebować do latania tej czarnej ropy, co ją tankujesz? Nic! Te śmigacze elektryczne też nic. Podłącza się je do kontaktu jak telefon, o tak, i gotowe. Śmigasz jak w Mario Kart – powiedziała do ojca kilkuletnia dziewczynka przy wyjściu. Oboje kibice Chelsea Londyn, którzy przyjechali z Londynu do Berlina na weekend. Na polanie, która kiedyś była częścią lotniska Tempelhof, planowali sobie zrobić piknik, nic więcej. Rano wyszli z hotelu z jednym mały plecakiem i butelką wody. Do hotelu wracali późnym wieczorem już jako fani Sama Birda, z bolidem-zabawką w kieszeni, ekologiczną torbą od jednego ze sponsorów, zdjęciami z robotem i Susie Wolf, która stoi za inicjatywą „Dare to be Different”. Piknik przełożyli sobie na niedzielę, po wyścigu, ale ojciec obiecał córce, że polecą za bolidami aż do Nowego Jorku – a w zasadzie za całą tą historią, którą Formuła E stworzyła.

Kategorie and Tagi
Related stories
Skomentuj ten artykuł