Operacja: transport kolosa

Agata Adamczewska

Pokonują tysiące kilometrów, ważą ponad 150 ton, muszą dotrzeć do klienta w nienaruszonym stanie i na czas.

Mowa o transformatorach mocy, których transport jest dużym logistycznym i technologicznym wyzwaniem. W marcu tego roku z fabryki ABB w Łodzi do elektrowni szczytowo-pompowej w Żarnowcu wyjechał ważący 146 ton transformator 240 MVA. Urządzenie miało do pokonania kilkaset kilometrów koleją, a następnie drogami krajowymi. Kiedy dotarło do bocznicy kolejowej, zostało przeładowane na niskopodwoziowy zestaw kołowy. Tego rodzaju pojazd może obniżać swoją wysokość, aby móc przejechać np. pod niskimi wiaduktami. Po dotarciu do elektrowni transformator został posadowiony na fundamentach za pomocą specjalistycznego sprzętu dźwigowego. Operacja zakończyła się sukcesem.

105-tonowa bryła z Łodzi do USA

– Transformatory projektujemy według indywidualnych potrzeb klientów, więc nie ma dwóch takich samych zamówień. Zdarza się, że nasze urządzenia jadą na pustynię, farmę wiatrową, w rejony wysokogórskie, czy na platformę morską. Każda dostawa jest nowym wyzwaniem. Większe transformatory najczęściej dostarczamy specjalistycznymi wagonami kolejowymi burtowymi lub dziobowymi. Wtedy ładunek dojeżdża koleją do określonego punktu, a później jest przeładowywany np. na statek morski – mówi Robert Szejn, kierownik obszaru sprzedaży w biznesie transformatorów ABB w Polsce.

Jedną z ciekawszych operacji logistycznych była dostawa 105-tonowej bryły transformatora oraz akcesoriów z fabryki w Łodzi do podstacji Metuchen w Edison koło Nowego Jorku. Cała operacja trwała 7 tygodni, ale przygotowania do jej realizacji zajęły o wiele dłużej.

– Transformator musiał w odpowiednim czasie dotrzeć do portu morskiego, aby zdążyć na statek. Jednak podróż koleją może wiązać się z opóźnieniami. Nie mając pewności, na jakiej trasie uzyskamy zezwolenie od PKP, rozpatrywaliśmy dwa warianty: do portu w Gdyni lub w Świnoujściu, skąd transformator byłby dowieziony do Hamburga. Ostatecznie, aby uniknąć ryzyka wystąpienia dużych opóźnień związanych z uzgadnianiem rozkładu jazdy w okresie letnim, zdecydowaliśmy się na Świnoujście. Później poszło już wszystko zgodnie z planem – mówi Piotr Prasal z firmy Fracht FWO Polska, która organizowała transport kolosa.

Transport transformatora

Barka, statek, naczepa drogowa

Bryłę transformatora bezpiecznie dowieziono koleją do portu śródlądowego, gdzie za pomocą portowych urządzeń dźwigowych dokonano przeładunku na barkę rzeczną. Ładunek popłynął do portu w Hamburgu. W Niemczech nastąpił kolejny przeładunek, tym razem dźwigiem pływającym na specjalnej platformie, za pomocą której transformator został wtoczony na statek oceaniczny typu ro-ro, po czym popłynął do portu w Newark. Po 16 dniach statek dotarł do USA i na naczepie drogowej transformator został dostarczony na miejsce posadowienia.

Liczące po kilkanaście metrów kolosy muszą zmieścić się w przejazdach przez mosty, wiadukty i wąskie tunele, kiedy to centymetry decydują o tym, czy urządzenie będzie mogło pokonać wyznaczoną trasę bez szwanku. Czasami najlepsze są mało oczywiste rozwiązania.

– Ciekawy łańcuch logistyczny dotyczył jednej z dostaw 150-tonowego transformatora do Szwajcarii. Najkrótsza droga do podstacji klienta prowadziła koleją na południowy zachód – opowiada Bogusław Walkiewicz z działu eksportowego ABB w Łodzi. – W praktyce bardziej optymalny okazał się transport wagonem do Szczecina, przeładunek urządzenia na barkę i pokonanie trasy systemem kanałów żeglugi śródlądowej przez Ren aż do Bazylei. Tam jednostka pojechała zestawem burtowym w rejony alpejskie do miejsca wyładunku.

Transport transformatora

Tysiące kilometrów bez awarii

Aby transformator dotarł do klienta bez uszczerbku, konieczne jest jego odpowiednie przygotowanie według wymagań ubezpieczyciela i odbiorcy. Po testach na stacji prób demontowane są przepusty, układy chłodzenia i inne akcesoria. Duże jednostki pozbawiane są także oleju, który uzupełnia się na miejscu u klienta. Tak przygotowaną bryłę umieszcza się na środku transportu dźwigami, a następnie zabezpiecza taśmami i łańcuchami. Elastyczne taśmy mają łagodzić odchylenia i naprężenia, które pojawiają się szczególnie w transporcie kolejowym.

– Aby w trakcie drogi nie doszło do awarii i uszkodzenia urządzenia, jest ono monitorowane przez rejestratory wstrząsów, które monitorują odchylenia w trzech płaszczyznach. W ten sposób bada się, czy nie doszło do przeciążeń. Po dostawie jednostki wykonuje się przegląd zarejestrowanych wartości i analizuje się potencjalne przekroczenia parametrów. Istnieje także możliwość zainstalowania lokalizatorów GPS, dzięki którym można na bieżąco śledzić trasę, którą pokonuje transformator – podsumowuje Robert Szejn.

O autorze

Agata Adamczewska

Jestem specjalistką ds. PR oraz zajmuję się copywritingiem jako wolny strzelec. Moja ulubiona tematyka to finanse, edukacja i nowe technologie. Od 2014 r współpracuję z ABB i piszę m.in. do kwartalnika dla klientów „Dzisiaj” oraz magazynu dla pracowników „Flesz”.
Related stories
Skomentuj ten artykuł
Wskazówki dla społeczności