Back

Samochody elektryczne to już motoryzacyjna rewolucja

Wyrok zapadł. Rynek motoryzacyjny zmierza w stronę elektryfikacji.

Nie jest to jeszcze przełom, ale liczba samochodów i autobusów elektrycznych oraz stacji ładowania rośnie w Europie bardzo dynamicznie. Są już nawet pierwsze zapowiedzi wyeliminowania z dróg aut z napędem tradycyjnym. Większość firm motoryzacyjnych już produkuje modele z silnikami elektrycznymi, pozostałe zamierzają wprowadzić je do oferty w najbliższym czasie.

Sprzedaż aut elektrycznych w Europie rośnie. Według danych AVERE-France (przytaczanych przez portal samochody elektryczne.org) w pierwszej połowie 2016 roku zarejestrowano na Starym Kontynencie ponad 50 tys. samochodów EV (ang. electric vehicle). To wzrost w stosunku do roku poprzedniego, gdy sprzedano 45 tys. takich pojazdów. Wśród miłośników aut elektrycznych pozycję lidera zajmują Francuzi, którzy zarejestrowali w 2015 roku ponad 15 tys. pojazdów. Kolejne miejsca przypadły w udziale Norwegom, Brytyjczykom i Niemcom. Tylko te cztery kraje mają 75-proc. udział w europejskim rynku aut elektrycznych. Szacuje się, że łączna liczba rejestracji osiągnęła w ubiegłym roku 100 tys. Z kolei patrząc na rozwój rynku od 2007 roku, gdy ruszyła sprzedaż aut elektrycznych w Europie, nabywców znalazło już ponad pół miliona pojazdów. Według Instytutu Kamila Galickiego spowodowało to, iż rynek europejski stał się największym rynkiem, wyprzedzając zarówno Stany Zjednoczone, jak i Chiny. Jednak mimo dość imponujących liczb, średni udział EV wśród nowych samochodów wynosi 0,56 proc.

Statystycznie rzecz biorąc, my także mamy powody do zadowolenia. W Polsce auta elektryczne i hybrydowe cieszą się coraz większą popularnością, a w tym roku liczba zarejestrowanych pojazdów może wzrosnąć o 50 proc. W samej stolicy wzrost sprzedaży w ciągu minionych trzech lat jest aż siedmiokrotny. Liczby bezwzględne wyglądają już jednak nieco mniej imponująco. W 2015 r. nabywców znalazło ok. 400 pojazdów EV, z czego 277 w Warszawie, choć w 2013 zarejestrowanych tu było tylko 37 samochodów elektrycznych.

Mały, lekki i niezawodny

Ładowarka-Aleksandrow

Sukcesu ekologicznych pojazdów upatruje się nie tylko w rosnącej świadomości Europejczyków i subwencjach stosowanych w wielu krajach, ale także w zwykłym rachunku ekonomicznym. Ceny akumulatorów spadły o 35 proc. w ciągu ostatniego roku, co bezpośrednio przekłada się na cenę samochodu. Już dziś koszt zakupu auta elektrycznego i samochodu z napędem spalinowym staje się porównywalny. Jednocześnie koszt przejechania 100 km tym pierwszym wynosi od 3-5 zł w przypadku ładowania akumulatorów w czasie taryfy nocnej, do 7-10 zł, kiedy ładujemy akumulatory w dzień ze zwykłego gniazdka elektrycznego. Dla porównania, przy dzisiejszych cenach paliw w granicach 4,50 zł za litr, pokonanie 100 km autem średniej klasy kosztuje od 30 do 45 zł.

Z drugiej strony bardzo prosta budowa silnika elektrycznego, oprócz małych wymiarów, niskiej masy i wysokiej niezawodności, oznacza brak kosztów przeglądów eksploatacyjnych i napraw. W analizie wydatków wykonanej przez portal samochodyelektryczne.org znalazły się takie pozycje (a właściwie ich brak), jak filtry, oleje, płyny, świece, rozrządy, regulacje, usuwanie wycieków i naprawy silników, osprzętu, wymiany układów wydechowych itd. Poza tym żywotność silników elektrycznych szacowana jest na 1,5 mln km.

W Polsce króluje BMW

Renault Zoe
Fot. Clément Bucco-Lechat/Wikimedia Commons

W ubiegłym roku najlepiej sprzedającym się w Europie autem elektrycznym był renault zoe. Niemal 19 tys. rejestracji stanowi piątą część całej sprzedaży w tym segmencie rynku. Niewątpliwie duża w tym zasługa Francuzów, których patriotyzm wyraża się m.in. w kupowaniu marek rodzimych. Była to dla analityków dość zaskakująca zmiana, bowiem nikt nie przewidywał, że nissan leaf, który od kilku lat był najlepiej sprzedającym się pojazdem elektrycznym w krajach Unii Europejskiej, spadnie aż na trzecie miejsce, wyparty także przez teslę model S. I co ciekawe, tylko te trzy modele stanowią aż 51 proc. całego rynku, choć dziś w sprzedaży w UE jest aż 35 modeli aut EV. Inną ciekawostką jest fakt, że te „europejskie” statystyki zupełnie nie przekładają się na polski rynek. U nas spośród blisko 400 pojazdów elektrycznych sprzedanych w 2015 roku ponad 60 proc. stanowiły BMW i3. Firma ta zanotowała w naszym kraju blisko 30-proc. wzrost sprzedaży.

Liczby te zmuszają do działania również tych producentów, którzy przespali początek motoryzacyjnej rewolucji. Na przykład w połowie tego roku Volkswagen ogłosił nową strategię, w ramach której zamierza wprowadzić do swojej oferty ponad 30 modeli samochodów elektrycznych do 2025 roku. Ich sprzedaż ma stanowić 20-25 proc. całej sprzedaży Volkswagena i wynieść od 2 do 3 mln egzemplarzy.

System energetyczny musi być przygotowany

Ładowarki ABB

Jednak to nie pojazdy i wyścig producentów stanowią największe wyzwanie dla rozwoju rynku elektrycznej motoryzacji. Wszyscy liczą się z tym, że zmiany te przełożą się na światowy miks energetyczny oraz wymuszą wiele korekt w systemach elektroenergetycznych, powodując konieczność przystosowania ich do nowych, specyficznych wymagań. Analitycy szacują, iż wzrost liczby pojazdów elektrycznych do 25 proc. ogółu samochodów będzie oznaczał spadek zapotrzebowania o 13 mln baryłek ropy naftowej dziennie, generując w zamian zapotrzebowanie na 2700 TWh energii elektrycznej.

– Rynek pojazdów elektrycznych wciąż nie jest ustabilizowany, ale widać wyraźnie, że przyszłość stanowią szybkie ładowarki, które w krótkim czasie pobierają z systemu dość dużą moc – mówi Rafał Płatek z ABB, zajmujący się m.in. inteligentnymi sieciami energetycznymi i magazynowaniem energii. – To zapotrzebowanie na moc w punktach ładowania samochodów będzie determinowało wymagania systemowe, a także zmusi być może do odmiennego spojrzenia na infrastrukturę dystrybucyjną. Stacja ładowania, wyposażona w kilka stanowisk, z których auta mogą korzystać równocześnie, stanowi ogromne obciążenie dla sieci.

– Z drugiej strony mówimy o mocach kilkudziesięciu czy nawet kilkuset kilowatów – wspomina Grzegorz Okrasa z ABB, odpowiedzialny za marketing i sprzedaż stacji i systemów elektroenergetycznych – przecież dzisiaj duży silnik w zakładzie przemysłowym pobiera taką moc podczas startu, a silników w fabrykach jest naprawdę dużo. I jakoś nikt nie alarmuje, a system energetyczny doskonale sobie z tym radzi. Mamy przecież coraz lepsze technologie optymalizujące pracę sieci i urządzeń energetycznych, potrafimy dzięki nowoczesnym rozwiązaniom reagować na punktowe pobory mocy. Te technologie również będą się rozwijać, więc kiedy nastanie boom na pojazdy elektryczne, będziemy w stanie właściwie na niego zareagować.

Również Rafał Płatek przyznaje, że na dzisiaj są to problemy raczej teoretyczne, które można w przyszłości rozwiązać na wiele sposobów. Na przykład za pomocą magazynów energii, które mogą być ładowane w nocy, by w dzień, w godzinach szczytu, oddawać zgromadzoną moc, nie obciążając systemu energetycznego i infrastruktury.

– Rozwiązaniem mogą być także technologie sieci inteligentnych, które pozwalają sterować poborem mocy i obciążeniem urządzeń – dodaje Rafał Płatek. – Wcześniej czy później miasta będą musiały sięgnąć po takie rozwiązania, ponieważ widać ogromne zainteresowanie rozwojem komunikacji niskoemisyjnej.

Jesteśmy w przededniu rewolucji

Tesla

Jak mówi Grzegorz Okrasa, na razie rynek pojazdów elektrycznych nie stanowi zmartwienia dla energetyków, ale „ten pociąg już ruszył i nikt go nie zatrzyma”. Co przyniesie rzeczywistość i jak sprawdzą się przewidywania analityków pokaże czas, a przyznać trzeba, że niektóre przewidywania są bardzo śmiałe. Najodważniejsze z nich mówią, że po roku 2020 (czyli za cztery lata!) już 35 proc. nowo kupowanych aut będzie wyposażonych w silniki elektryczne. To oznacza, że będzie ich przybywać 150-170 mln rocznie, a po drogach ma już wtedy jeździć ok. 440 mln aut z napędem elektrycznym.

Ale dzieje się także w polityce. Norwegia, w której już dzisiaj 25 proc. aut to samochody elektryczne (jest ich w tym kraju ok. 105 tys.), zapowiada rewolucyjne zmiany. Choć swoje bogactwo zbudowała na wydobyciu ropy naftowej i gazu, zamierza – w ciągu kilku najbliższych lat – wprowadzić zakaz sprzedaży aut spalinowych. Jak twierdzą media, porozumienie w tej sprawie zawarły już główne norweskie partie. Kolejnym zdecydowanym orędownikiem niskoemisyjnej komunikacji jest Holandia, gdzie po drogach porusza się już ponad 92 tys. aut elektrycznych. Konkretne plany mówią o wprowadzeniu od roku 2025 zakazu sprzedaży aut spalinowych. O podobnym kroku dyskutują również Niemcy.

Nie ulega wątpliwości, że Europa się zmienia. I wszystko wskazuje na to, że jesteśmy w przededniu ogromnej rewolucji na miarę forda T, który skutecznie wyparł z ulic zaprzęgi konne.

Artykuł pochodzi z magazynu Dzisiaj nr 4/2016 wydawanego przez ABB. Zachęcamy do subskrypcji: abb.pl/dzisiaj

Więcej o rozwiązaniach ABB dla pojazdów elektrycznych znajdziecie na stronie: abb.pl/ev-charging

3 Comments

Skomentuj ten artykuł(3)

Wskazówki dla społeczności
  • Mateusz Balon

    Piszecie: "Analitycy szacują, iż wzrost liczby pojazdów elektrycznych do 25 proc.
    ogółu samochodów będzie oznaczał spadek zapotrzebowania o 13 mln baryłek
    ropy naftowej dziennie, generując w zamian zapotrzebowanie na 2700 TWh energii elektrycznej."
    Policzcie sobie ile pradu nalezy zuzyc aby te 13mln barylek ropy wytworzyc (sama rafinacja). Pozatym dochodzi wydobycie i transport ropy a potem transport gotowych wyrobow.
    Moze sie okazac ze ogolne zuzycie pradu bedzie nizsze niz sie przypuszcza albo spadnie wrecz spadnie gdy odsetek aut elektrycznych bedzie wzrastal.
    Pozatym dobry i ciekawy artykul!

  • Marcin Mizgalski

    Czy możecie naprawić stację ładowania Lidla przy ul. Modlińskiej w Warszawie? Wasza ładowarka nie obsługuje poprawnie Level2, co powoduje, że ani Mercedesy, ani Tesle nie mogą tam skorzystać z Level2 (Type2 lub Mannekes2)

  • Medykowski Cez

    Przepraszam, koncern VW już od dawna produkuje elektryczne golfy, poli i UP, tyle,że nie sprzedaje ich w Polsce.

Footer

Web Feeds