Nie oszczędzajmy na czujnikach dymu!

Z ogniem, dymem, wysoką temperaturą i tlenkiem węgla nie ma żartów. Dobrze zatem, że wraca moda na czujniki poprawiające bezpieczeństwo w domu.

Historia zatoczyła koło. Wraca bowiem moda na czujniki, które mają ostrzegać mieszkańców o różnych zagrożeniach: zalaniu wodą, zatruciu tlenkiem węgla czy pożarze. Nie są to jednak banalne urządzenia, jakie znamy od wielu lat. To sprzęt skomunikowany z siecią, podłączony do Internetu i niejednokrotnie współpracujący z własną aplikacją. Innymi słowy – dobry przykład nowych urządzeń powstających dzięki popularności Internetu Rzeczy i cieszących się ogromnym zainteresowaniem szczególnie w Ameryce Północnej.

Modne w USA czujniki przyczyniły się do spopularyzowania idei domów inteligentnych. Łatwe w montażu, przyjazne w użytkowaniu i stosunkowo przystępne cenowo – to jeden z najprostszych sposobów na dodanie „inteligencji” do swoich mieszkań czy domów. Jest to też dobry sposób na to, aby we własnych czterech ścianach poczuć się naprawdę bezpiecznie.

Karpacz poszedł z dymem

Prawdziwy boom na czujniki w USA nie powinien dziwić szczególnie po sprawdzeniu statystyk pożarniczych. Choć trudno przecenić zapotrzebowanie konsumentów na kolejny fajny gadżet, to nie sposób przemilczeć potrzeby minimalizacji realnego zagrożenia. Według najnowszego raportu CTIF (międzynarodowego stowarzyszenia służb pożarniczych i ratowniczych – International Association of Fire and Rescue Services), wśród 220 przebadanych krajów Stany Zjednoczone są na pierwszym miejscu niechlubnego zestawienia państw, w których odnotowano najwięcej pożarów – ponad 1,2 mln rocznie. Na drugim miejscu twórcy raportu umieścili grupę kilkunastu krajów. Na liście są m.in.: Australia, Brazylia, Chiny, Francja, Indie, Meksyk, Niemcy, Rosja, Wielka Brytania, Włochy.

W tym niechlubnym gronie jest również Polska. Według danych Komendy Głównej Państwowej Straży Pożarnej w zeszłym roku odnotowano w naszym kraju niemal 185 tys. pożarów, co daje nam średnio 50 pożarów dziennie! Czyli w dużym uproszczeniu co miesiąc z dymem może pójść całe nieduże polskie miasto takie jak np. znany miłośnikom narciarstwa Karpacz.

8 ofiar śmiertelnych. Co godzinę

Gdyby pożary wiązały się jedynie z materialnymi stratami nie byłoby jeszcze tak źle. Niestety pożar oznacza także niejednokrotnie znacznie bardziej tragiczne konsekwencje: ofiary śmiertelne. Swoistym paradoksem jest fakt, że ponad 80 proc wszystkich przypadków śmierci ofiar pożaru (z uwzględnieniem przypadków zatruć tlenkiem węgla) ma miejsce w obiektach mieszkalnych. Tak twierdzą twórcy programu „Zgaś ryzyko” zainicjowanego przez Komendanta Głównego Państwowej Straży Pożarnej. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) Polska jest na 12 miejscu pod względem liczby ofiar. Co roku ginie 700 osób. W tym smutnym zestawieniu wyprzedzamy takie kraje jak Białoruś, Kazachstan, Łotwę, Mongolię czy Rumunię. Według CTIF, na świecie co godzinę 8 osób umiera z powodu pożaru. Jeszcze więcej odnosi zaś obrażenia. Przedstawiciele Państwowej Straży Pożarnej przyznają zaś, że rzeczywista liczba ofiar śmiertelnych w pożarach i zatruć tlenkiem węgla jest nawet wyższa niż wykazują statystyki (kwestia obowiązującej terminologii).

Nowe mieszkanie spali się szybciej niż stare!

W naszych czterech ścianach wcale nie możemy się czuć tak bezpiecznie jak można by tego oczekiwać. Paradoksalnie współczesne nowoczesne domy są mniej bezpieczne pod kątem ochrony pożarowej niż konstrukcje budowane 50 lat temu. Modelowy salon z lat 70 gdy na listach przebojów królowała ABBA, The Rolling Stones czy Czerwone Gitary rozgorzeje w całości niemal po 30 minutach. Nowoczesny po zaledwie 3,5 minuty co kilka lat temu dowiedli w eksperymencie specjaliści amerykańskiego Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego DHS oraz firmy badawczej Underwriters Laboratories.

czujniki co2

Na szybkość rozprzestrzeniania się pożaru oraz trującego dymu wpływ ma nie tylko rodzaj używanych materiałów wykończeniowych (różnego rodzaju tworzywa sztuczne takie jak styropian czy plastiki wykorzystywane w dywanach, obudowach, meblach, izolacji i stolarce okiennej), ale także konstrukcja budynku i aranżacja wnętrz. Nowoczesne mieszkania z dużymi otwartymi przestrzeniami (mniej ścianek działowych, czyli tzw. open space) to koszmar z punktu widzenia strażaków, którzy z tym większą determinacją zachęcają społeczeństwo do zadbania o przynajmniej elementarne zabezpieczenia. Elementarne, czyli jakie?

Czujniki dymu, tlenku węgla i temperatury

Z pewnością dobrze mieć w domu gaśnicę, co wydaje się dość banalne. Niemniej w odpowiedni sprzęt gaśniczy możemy zainwestować w ostatniej kolejności! Ważne są przede wszystkim odpowiednie czujniki, by z możliwie jak największym wyprzedzeniem wykryć potencjalne zagrożenie. I nie chodzi tylko o tradycyjny pożar, ale także tlenek węgla potocznie nazywany czadem. Ten bezbarwny i bezwonny gaz jest niezwykle groźny dla zdrowia i życia. Zanim zorientujemy się co nam grozi możemy stracić przytomność  i ponieść śmierć przez uduszenie. Gaśnica wówczas na niewiele się przyda.

czujnik-dymu

Inwestycja w odpowiednie urządzenia oznacza, że w domu czy mieszkaniu powinny się znajdować czujki dymu, czujniki CO2 oraz czujniki temperatury. Każdy oczywiście ma inne przeznaczenie co ma ogromny wpływ na wybór miejsca montażu. Do pomieszczeń takich jak kuchnia czy poddasze optymalne są czujniki temperatury. Przydadzą się szczególnie w takich sytuacjach gdy wzrośnie ryzyko zapalenia się izolacji od rozgrzanych przewodów kominowych czy przegrzania sprzętu AGD (czajnik, ekspres, toster, grill). W miejscach w których spędzamy najwięcej czasu (pokój dzienny, sypialnia) bardziej właściwe są urządzenia do detekcji dymu oraz tlenku węgla.

Niestety czujnik czujnikowi nie równy. I nie chodzi tylko o spełnianie określonych norm takich jak EN14604, DIN 14676 (a ponadto kontrola jakości, europejskie i krajowe normy produktowe oraz przemysłowe). Istotna jest również możliwość połączenia poszczególnych czujników w sieć, by domownicy otrzymali powiadomienie o każdym wykrytym zagrożeniu. Nabiera to szczególnego znaczenia w przypadku budownictwa wielokondygnacyjnego. Wbrew pozorom nie łatwo usłyszeć w sypialni alarm z dobrze ocieplonego i wygłuszonego poddasza. Jeśli jednak czujnik z poddasza przekaże sygnał do urządzenia w sypialni, możemy być wówczas pewni, że wszyscy domownicy zostaną ostrzeżeni jak należy.

Alarm! I co dalej?

Dobre rady zwykle kończą się na zaleceniach dotyczących wyposażenia domu w osprzęt. Co jednak zrobić gdy pojawi się stosowne ostrzeżenie? Jak się zachować gdy w środku nocy obudzi nas wyjący alarm? Przede wszystkim zachować spokój i możliwie jak najszybciej opuścić zagrożone miejsce oraz wezwać straż pożarną dzwoniąc na numer 998. Scenariusz może się oczywiście różnić zależnie od wyposażenia domu. W przypadku inteligentnego mieszkania i czujników ABB skomunikowanych ze sobą oraz połączonych z instalacją KNX oznacza dodatkowe ułatwienia, które wcale nie są tak oczywiste u innych producentów.

Gdy potencjalne zagrożenie zostanie wykryte przez np. ABB Busch-Rauchalarm Professional LINE wówczas nie tylko włączy się tradycyjny alarm dźwiękowy i świetlny we wszystkich pomieszczeniach (od piwnicy po poddasze, dzięki radiowej komunikacji w ramach sieci), ale ostrzeżeni zostaną także domownicy głuchoniemi czy niewidomi (otrzymują ostrzeżenia dzięki specjalnym, wibracyjnym poduszkom lub przy użyciu dodatkowych sygnalizatorów świetlnych). Na tym nie koniec.

czujnik-ciepla

Akcja rodzi reakcję. Wszczęcie alarmu przez czujnik tlenku węgla ABB Busch 1091 U-500 oznacza automatyczne włączenie wentylatora, a nawet uchylenie okien, aby wspomóc możliwie jak najszybszą wymianę powietrza. Działanie automatyki odbywa się natychmiast po wykryciu zagrożenia, dzięki czemu domownicy nie muszą tracić czasu na samodzielne otwieranie skrzydeł okiennych, włączanie wentylacji i wietrzenie. O ile oczywiście są w domu.

Co się może wydarzyć, gdy alarm zostanie wszczęty podczas nieobecności wszystkich domowników? Z pewnością dotrze do wszystkich adresatów. Poprzez wiadomości push otrzymają informacje o tym co się dzieje w pozostawionym domu. Bez względu na to czy znajdują się w pracy czy też odpoczywają w odległym kraju na wakacjach. Niby oczywiste? Na pewno nie w przypadku wielu popularnych produktów Internetu Rzeczy.

Ale na samym powiadomieniu nie należy poprzestawać. Stąd bez względu na to, czy ktokolwiek został w domu automatyka zadba o odpowiednie przewietrzenie. Jak tylko minie zagrożenie i poziom CO2 osiągnie bezpieczny poziom okna zostaną domknięte, a wentylator wyłączony. Domownikom pozostaje wówczas jedynie sprawdzenie co spowodowało wzrost poziomu CO2. Ale to już temat na zupełnie inną historię.

Kategorie and Tagi
O autorze

Tomasz Okurowski

Jestem dziennikarzem specjalizującym się w tematyce zaawansowanych technologii dla miast, domów i samochodów. Od ponad 20 lat współpracuję z tygodnikiem Auto Świat, magazynem Connected Life a także wieloma innymi tytułami prasowymi. Niemal każdą wolną chwilę spędzam z synem budując z klocków odpowiedniki tego, o czym na co dzień piszę.
Skomentuj ten artykuł