Fenomen naszych czasów: ekonomia aplikacji

Przeciętny użytkownik Androida czy iOS instaluje na swoich urządzeniach ponad 100 aplikacji!

Mobilne aplikacje. Nie będzie przesady w stwierdzeniu, że to prawdziwy fenomen naszych czasów. W ciągu zaledwie kilku lat stały się tak popularne, że na naszych oczach powstał ogromny rynek. Na tyle duży, że zasłużył na nową terminologię (mobile app economy – ekonomia aplikacji mobilnych) i jest już określany liczbami, które trudno sobie wyobrazić przeciętnemu konsumentowi.

10 budżetów Polski na zbrojenia

Tuż przed wakacjami podczas dorocznej konferencji WWDC amerykańskie Apple pochwaliło się, że w swoim sklepie AppStore ma już ponad 2 miliony aplikacji, które pobrano 130 miliardów razy. Gdyby każde pobranie było warte symboliczną złotówkę, to wówczas uzyskalibyśmy równowartość dziesięcioletniego budżetu Polski przeznaczonego na zbrojenie armii (m.in. zakup nowych śmigłowców, dronów czy rakiet do samolotów F16). Można jednak uzyskać jeszcze więcej. Według raportu analityków App Annie, liczba programów ściągniętych z konkurencyjnego Google Play była o 100 proc. wyższa.

aplikacje-mobilne

Ściągamy na potęgę – to nie ulega wątpliwości – i wiąże się to z określonymi konsekwencjami. Wśród nich można wymienić nadmiar oprogramowania, które mamy na swoim sprzęcie mobilnym. Prócz imponujących statystyk ze sklepów warto, bowiem także policzyć aplikacje, jakie przeciętny konsument ma zainstalowane w swoim smartfonie. Łatwo doliczyć się, co najmniej kilkudziesięciu. Apple twierdzi nawet, że przeciętny użytkownik sprzętu z iOS (prócz iPhone wlicza również tablet iPad oraz odtwarzacz iPod touch) ma aż 119 różnorodnych programów. Sporo!

Od wakacyjnej kafejki po rozkład jazdy

Powstaje zasadne pytanie: czy wszystkie aplikacje są nam naprawdę potrzebne? Czy często po nie sięgamy na co dzień? Gdyby sumiennie przejrzeć, co mamy w telefonie, może się okazać, że przynajmniej część z zainstalowanych dzieł programistów jest używana sporadycznie i można się bez nich obyć. A nawet od razu usunąć, gdyż były użyte raz lub kilka razy dla zaspokojenia doraźnej potrzeby. Zapewne po rozkład jazdy komunikacji miejskiej w odległym kurorcie, w którym mile spędziliśmy czas podczas ubiegłorocznych wakacji sięgniemy nieprędko. Podobnie w przypadku programu lojalnościowego kawiarni, którą odwiedzaliśmy jedynie w trakcie urlopu. Równie rzadko używane mogą być „apki” galerii handlowych czy sklepów, których nie zamierzamy w przyszłości odwiedzić. Bez trudu usuniemy także wirtualne instrukcje obsługi urządzeń, które już dawno zniknęły z naszego mieszkania. Co zatem pozostanie?

Prócz tzw. oczywistych oczywistości jak programy dla mediów społecznościowych przydadzą się nam jeszcze inne.  Za ich pośrednictwem wezwiemy taksówkę, znajdziemy najdogodniejsze połączenie komunikacją publiczną, powiadomimy znajomych o aktualnej pozycji w drodze na spotkanie, sprawdzimy status lotu i zadbamy o check-in przed podróżą lotniczą. Nie wspominając o wygodnym przewodniku, który krok po kroku doprowadzi nas we wskazane miejsce. Ale na tym nie koniec.

Socjalnie i praktycznie

Deloitte w swoim raporcie poświęconym wykorzystaniu smartfonów przez współczesnych Polaków zwrócił uwagę na tendencję istotną szczególnie dla branży smart domów. Choć obszary socjalne wciąż dominują nad zastosowaniami praktycznymi, to jednak respondenci wskazywali również inne sytuacje, w których smartfon jawił się, jako bardzo praktyczne narzędzie. Przydaje się on bowiem także do ustawiania oświetlenia w domu, temperatury w pomieszczeniu czy włączenia klimatyzacji lub ogrzewania w samochodzie. Co ciekawe z powyższych funkcjonalności częściej korzystali respondenci w przedziale wiekowym 18-24, 25-34 i 35-44 aniżeli osoby powyżej 45 roku życia.

automatyka-domowa

Każdą ze wskazanych funkcjonalności można kontrolować przy użyciu osobnej aplikacji. I nie powinno to szczególnie dziwić, gdyż producenci systemów ogrzewania, klimatyzacji, oświetlenia oraz branża motoryzacyjna także nie oparli się pokusie stworzenia osobnego, własnego oprogramowania do urządzeń mobilnych. Ci szczęśliwcy, którzy korzystają z najnowszych modeli samochodów mogą zatem do woli używać funkcji zdalnego sterowania autem poprzez smartfon. W telefonie sprawdzą ile paliwa jeszcze zostało w baku, zweryfikują poziom naładowania akumulatora, włączą klimatyzację, domkną szyby, otworzą zamki czy skontrolują lokalizację auta, by następnie odnaleźć je pozostawione na jednej z małych uliczek. W przypadku urządzeń domowych można zdalnie ustawić żądaną temperaturę, włączyć lub wyłączyć światła, uchylić bramę wjazdową czy nawet odebrać połączenie z wideodomofonu. Cóż jednak z tego, skoro za każdym razem trzeba uruchomić odpowiedni program, by wykonać określoną czynność?

Z licznych badań konsumenckich wynika, że rośnie zapotrzebowanie na kompleksowe rozwiązania, by wiele funkcjonalności skupić w jednym programie. Badania oczywiście nie pozostają bez echa. Własne propozycje szykują nie tylko najwięksi producenci elektroniki konsumenckiej jak m.in. LG czy Samsung, ale również firmy takie jak Apple czy Google. Nowe koncepty przedstawiają także producenci samochodów, którzy dodają funkcjonalność zdalnej kontroli domu za pośrednictwem pokładowych zestawów infotainment. Za oceanem Ford integruje swój system SYNC z automatyką domową Amazon Echo, Alexa i Wink. W Europie nad podobnymi projektami pracuje m.in. BMW wspólnie z Deutsche Telekom i Samsungiem. A to dopiero początek.

Branża automatyki. Tu i teraz

Modzie na mobilne oprogramowanie nie oparły się także firmy z branży automatyki domowej. Za oceanem trwa wręcz w najlepsze moda na osobne aplikacje do sterowania wszelkimi domowymi gadżetami IoT (Internet of Things – Internet Rzeczy): zamkami w drzwiach, termostatami, siłownikami do okien i zasłon, automatycznymi roletami, kamerami monitoringu czy nawet żarówkami. Wszystkie mają wspólną cechę: stanowią namiastkę prawdziwego domu inteligentnego. I jednocześnie wspólną wadę: synchronizacja pracy i sterowania wszystkimi urządzeniami to duże wyzwanie. Niejednokrotnie bardzo trudne do zrealizowania, co powoduje rosnącą irytację konsumentów, którzy zaczynają mieć dość jednoczesnego użytkowania kilkunastu lub niekiedy kilkudziesięciu różnych programów.

control-touch

Nie dziwi zatem, że firmy o największym doświadczeniu konsekwentnie rozwijają kompleksowe rozwiązania, by w ramach jednego programu użytkownik miał jak najwięcej pod kontrolą. Przykładów nie trzeba długo szukać. W Ameryce Crestron inwestuje w aplikację Mobile Pro. W Europie zaś miłośnicy standardu KNX mogą skorzystać m.in. z  ABB Control Touch. Poprzez aplikację można mieć pod kontrolą żaluzje, rolety, markizy, bramy przesuwne, oświetlenie, ogrzewanie, klimatyzację i domofony, czyli po prostu kluczowe wyposażenie mieszkania. I to takie, z którego korzystamy na co dzień. Niekiedy nawet dość często.

Oczywiście zasadne staje się pytanie: na czym polega kontrola poszczególnych domowych instalacji? Wbrew pozorom nie ogranicza się tylko do prostych komend włącz/wyłącz. Równie ważne jest hasło „dostosuj”, co dla przeciętnego domownika oznacza wybór najbardziej optymalnej temperatury, regulację natężenia światła, czy najdogodniejsze ustawienie pracy rolet i żaluzji. Wszystko oczywiście można robić manualnie. Pytanie tylko, po co? Po to stworzono przecież funkcje scen, by automatyka wyręczała nas z drobnych codziennych czynności. I to bez obaw o bezpieczeństwo. W razie potrzeby, gdy sami zapomnimy zadbać np. o rolety, to system na podstawie danych o prędkości wiatru czy temperatury zadba o odpowiednie zachowanie. Domknie rolety, by ochronić je przed silnym wiatrem, albo uchyli, by uniknąć ryzyka zamrożenia i zablokowania. Na odpowiednie działanie możemy również liczyć w sytuacji, gdy dom jest pozostawiony bez opieki. Aktywacja symulacji obecności zwiększa wówczas szanse na to, że potencjalni włamywacze zrezygnują z próby wtargnięcia. A to dla każdego właściciela domu czy mieszkania znacznie większa gwarancja świętego spokoju i komfortu.

Idea jednej aplikacji „prawie do wszystkiego” ma jeszcze jedną zaletę, którą bardzo łatwo docenić. Jeden program w miejsce kilku lub nawet kilkunastu pracujących w tle oznacza mniejsze zużycie energii. To zaś oznacza, że akumulator w smartfonie starczy na dłużej w ciągu dnia bez potrzeby doładowywania. A to akurat trudno przecenić.

Kategorie and Tagi
O autorze

Tomasz Okurowski

Jestem dziennikarzem specjalizującym się w tematyce zaawansowanych technologii dla miast, domów i samochodów. Od ponad 20 lat współpracuję z tygodnikiem Auto Świat, magazynem Connected Life a także wieloma innymi tytułami prasowymi. Niemal każdą wolną chwilę spędzam z synem budując z klocków odpowiedniki tego, o czym na co dzień piszę.
Skomentuj ten artykuł